wiedźma!

...

{ 11:08, 27 listopad 2011 } { 0 komentarz(e) } { Link }
Wróciłam. Być może na chwile. Być może na stałe. Nie wiem na jak długo wystarczy mi potrzeby uzewnętrznienia uczuć. Jest koniec listopada - zimny, wietrzny i szary. Już nawet nie mam siły wyłamywać się z tej szarości. To co miało dawać mi siłę do życia i radości, już tyko wysysa ze mnie całą energię. Czasem przez chwilę czuję się szczęśliwa. Tylko przez chwilę, gdy jest przy mnie. A potem odsuwa się by oddać się swoim chorym uzależnieniom. Powinnam być zdecydowana i surowa. Powinnam być konsekwentna i silna. A potrafię już tylko płakać. Obiecuję sobie tą siłę, a gdy przychodzi co do czego, to siadam w kącie i płaczę, jak skrzywdzone dziecko.
Brakuje m tego wewnętrznego ciepła, które pozwoliłoby mi przetrwać zimę. Tego ciepła, które pozwoliłoby mi uśmiechać się i przeć przed siebie uparcie  niezmiennie, pokonując przeszkody i trudności jak lodołamacz.
Chciałabym zasnąć, zapaść w sen zimowy i obudzić się w lecie. Wtedy, kiedy znów byłoby mi ciepło.
Boję się, że to ja mogę okazać się bluszczem, a nie ścianą. Boję się, że wraz z nim mogę stracić całe oparcie, które, mimo że chwiejne, wciąż jeszcze jest.


{ 10:49, 30 listopad 2010 } { 1 komentarz(e) } { Link }
Wniosek na dziś - przeterminowana wojskowa mielonka smażona na patelni, śmierdzi! Przynajmniej dopóki nie doda się kurkumy xD

Drogi D.
Znów jestem silna (nie, nie z powodu przeterminowanej mielonki, która swoją drogą całkiem smaczna wyszła).
Powiedziałam stanowcze "nie" i uwierz - dobrze mi z tym. Nie ma motyli, głupiego uśmiechu, błysku w oczach. D. ja w końcu stałam się silna na nowo!
Twoja Cz.


A dyscyplinę, wybacz, ale utrzymam sama, bo Tobie to nie chciało wyjść xP


.

{ 23:40, 9 czerwiec 2010 } { 0 komentarz(e) } { Link }
Dawno mnie tu nie było, a wracam na chwilę, żeby Ci coś pokazać.

Będę pamiętała, ale nic więcej już nie potrafię...

http://demotywatory.pl/1732586/Trzeba-jednej-sekundy-by-zauwazyc.

Do zobaczenia kiedyś i gdzieś...


chwila wytchnienia...

{ 23:07, 20 lipiec 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
niedawno wróciłam z pracy. dzień w dzień 12 godzin. chwila czasu rano i wieczorem dla siebie. jak wróci rodzinka, to może zostanie mi go więcej. Ale kto wie... dni zlewają mi się w jedno, jeden nie różni się od drugiego. oddech złapię pewnie dopiero w czasie roku szkolnego. ale sama się na to zdecydowałam, więc mam. nie mam czasu prawie na nic. a nawet gdybym miała więcej czasu, to co bym z nim zrobiła? pewnie przespała... taaak... w tej chwili to jedno z moich marzeń - wyspać się w końcu, tak naprawdę, tak żebym sama się obudziła, a nie zrywała się słysząc uporczywy sygnał budzika. jedno mnie cieszy - w pracy czasem bywa bardzo wesoło. z dziewczynami czasem nam odbija. i wtedy naprawdę jest wesoło. a jak nam nie odbija? siedzę i czytam... ostatnio było mi strasznie zimno.

do komentujących z poprzedniego wpisu:
1. Zdjęcia są moje.
2. Sukienkę noszę, bo mi się podoba i nie interesuje mnie, co ktoś o niej sądzi. Ja ją lubię i tyle.
3. Podaj definicję normalności.
4. Nie pijam kawy, nie pijam coli, nie jesteś jedyną, której mój uśmiech się podoba.
5. "Bravo" nie czytuję. Nie lubię prasy kolorowej dla nastolatek wolących żyć życiem gwiazdek zza oceanu.
6. Widać w takim razie podoba się we mnie co innego niż " szmatki w kwiateczki i na sztuczny przyklejony do twojej twarzy uśmiech"
7. Uśmiech się przykleił? Ups, nie da się odkleić!
8. O jakim  pudrze mowa?
9. Nie lubisz mnie? To fajnie, bo oznacza, ze nie jestem szablonową osobą, obok której przechodzi się, nie zauważywszy jej nawet. 
10. Pusta? Może, nie mi to oceniać. Zadufana w sobie? I to jak.
11. Jaki spisek? A co mnie obchodzi czyjaś chora wyobraźnia? Nie usunę bloga, gdyż nie chcę, a jak ja czegoś nie chcę to tego nie robię. Tyle.
12. Szkoda, ze nie wiem komu tak na odcisk nadepnęłam. Gdybym wiedziała, to nadepnęłabym po raz drugi - mocniej.


A ja wciąż czekam...

{ 14:59, 20 czerwiec 2009 } { 3 komentarz(e) } { Link }
Tak… Zdecydowanie za dużo sobie wyobraziłam . jestem tylko głupią, naiwną smarkulą z chorą wyobraźnią. W niedzielę był zmęczony po imprezie, później nawet się nie odezwał, nie odpisał na żadnego z kilku sms’ów. I co z tego, że tak bardzo bym chciała? Cieszę się, ze chociaż przyjaciele mi pozostali, grono kumpli i znajomych. Wielu z nich umie podnieść mnie na duchu, chociaż na chwilę. Ale ciągle mam nadzieję, ze jeszcze napisze, ze zadzwoni i zechce się ze mną spotkać. Ale telefon uparcie milczy. Od kilku dni ogólnie przychodzą do mnie już tylko wiadomości systemowe… ;/ Ale tak to już w tym życiu bywa.
Wczoraj postanowiłam, ze nie będę się już ośmieszać, ze już więcej nie napiszę, że poczekam. Ciekawe jak długo wytrzymam. Może jak pójdę do pracy, to przestanę o nim tak myśleć, może poznam kogoś interesującego, może chociaż trochę złagodzę ból…


{ 16:49, 14 czerwiec 2009 } { 1 komentarz(e) } { Link }
Wczorajszy dzień należy zaliczyć do wyjątkowo udanych. Wróciłam z wymiany i nieco zmęczona byłam, ale co tam! Wybrałam się na stadion, na festyn z okazji zawodów strażackich. Spotkałam się z dziewczynami najpierw, później z innymi znajomymi, a na końcu z panem K. O 23 miałam być w domu i na nasze spotkanie zostało nam niestety tylko pół godziny. Bardzo przyjemnie spędzone pół godziny. Miałam się dzisiaj z nim spotkać, ale nie wiem jak to będzie, bo jeszcze nie napisał. Ech…

Piosenka drewnianych lalek.

{ 08:38, 7 czerwiec 2009 } { Posted in teksty... } { 0 komentarz(e) } { Link }
W niedzielę odbył sie ooncert galowy "Festiwalu O bUrsztynową nutkę" jedna z laureatek kategorii bodajże klas 1-3 śpiewała tą piosenkę. dziwczynka miała śliczny głos. a i sama piosenka mnie ujęła, toteż zamieszczam poniżej jej tekst.

Całe życie zawieszani
Na sznurkach, cieniutkich,
Czyimś ruchem poruszani
Dla uciech malutkich,
Tak tańczymy i śpiewamy,
Jak nam grają inni
I choć dzieci dobrze znamy,
Nie jesteśmy już dziecinni.

Ludzie mówią, że nie mamy duszy,
Ludzie mówią, że nie znamy łez,
Lalki z drewna przecież nic nie wzruszy
Lalka nie ma serca czy to prawdą jest?

Całe życie zawieszani
Na sznurkach, cieniutkich,
Czyimś ruchem poruszani
Dla uciech malutkich,
Wszystko z drewna,
Więc drewniane życie
Wciąż nie pewna w życiu dola twa,
A piosenka którą tu słyszycie
Dziś w drewnianej duszy
Marionetki łka

Ludzie mówią, że nie mamy duszy,
Ludzie mówią, że nie znamy łez,
Lalki z drewna przecież nic nie wzruszy
Lalka nie ma serca czy to prawdą jest?

Ludzie mówią nie znają czułości
Ludzie mówią lalki nie kochają
Są drewniane nie znają miłości
Mówią ludzie tak czy racje mają?


Pan Prezydent... buhahaha... ;)

{ 16:54, 1 czerwiec 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
wyobraźcie sobie:
wielka feta w moim maleńkim T-owie - przyjeżdża do nas Pan Prezydent!! wszystkei szkoły i przedszkola spędzono pod ratusz. niby na dzień dziecka, ale wiadomo - tłum musi być, a jak nie ma kto robć tłumu, to zrobi go młodzież... jaśnie wielki (bo szczeznę!) Pan Prezydent przyjechał, powiedział parę banałów, udzielił wywiadu, porozdawał cukierki, pozyjac przy tym do zdjęć. strałam tam gdzieś w czarnej falbaniastej spódnicy, gorsecie i butach z kokardkami. czułam sie tak jak powinnam... i tak też wyglądałam. spojrzałam przed wyjściem w lustro "rasowa gotka" - pomyślałam i wyszłam. a pod ratuszem... skwar, słońce w zenicie, i spóźniajacy sie Pan Prezydent. impreza sie zaczęła i zaraz potem skończyła. a moja siostra śpiewała i grała na gitarze. "zegarmistrza swiatła" i "mewy". jaka ja dumna była, gdy ostatni refren "mew" zaśpiewala patrząc sie na mnie uparcie. w piatek ma konkurs, więc to była dla niej jakby próba. nauczycielka kazała jej zaśpiewac jeszcze raz. młoda sie zaparła i powiedziała, ze mam zaśpiewać z nią. cóż... uśmiechnęłam sę słodko do pana akustyka i poprosiłam o nastawienie mi cicho mikrofonu, ale i tak byłam ponoć slyszalna... ja siebie nie słyszałam. na szczęście, bo słysząc swój "słowiczy" głos pewnie zapagłabym sie pod ziemię... ;)
nauczycielka młodej patrzyła na mnei z nowym zainteresowaniem, a ramiona mam zjarane na czerwoniutko...


aktoreczka od siedmiu boleści... ;)

{ 16:28, 24 maj 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
na głowie mam loki... na sobie jeszcze przed chwilą miałam różową sukienkę i perły... wyglądałam tak... tak niedzisiejszo... a teraz siedzę znowu w bojówkach i bokserce... w nieśmiertelnej czerni. jak będzie mi zimno to założę bluzę od brata i będzie mi fajnie. i za każdym razem będę się czuła naturalnie.
nie wiem jak to jest... ubiorę szpilki, elegancką sukienkę, żakiet i perły, albo gotycką suknię, gorset, koronkową bluzkę, pomaluję oczy na czarno, czy wyjdę na ulice jak dres, to zawsze czuję się swobodnie. zawsze wiem, ze jestem sobą.
tak samo jest z moim zachowaniem: niezależnie czy jestem słodką, bezradną blondynką, która natychmiast potrzebuje pomocy w czymś, czy jestem pewną siebie suką, czy też grzeczną panienką, wiem że jestem sobą. za każdym razem czuję się dobrze
nie wiem już kim jestem naprawdę, może po prostu jestem tak dobrą aktorką, ze i siebie oszukuję co do naturalności moich zachowań, może tak naprawdę, jestem zakompleksioną małolatą, która stara się wejść w inną rolę, żeby pokazać ile jest warta?
kurcze... i kim ja jestem?


{ 14:04, 18 maj 2009 } { 1 komentarz(e) } { Link }
rozpadło się... kolejny związek rozsypał się jak domek z kart, kolejna miłość zaskakująco szybko wywietrzała. jest mi jedynie przykro, bo naprawdę Go polubiłam. było mi przy nim dobrze, ale jak widać nie było nam dane "Bo On musi się uczyć". napisze do mnie po końcu roku szkolnego, wtedy coś może z tego wyjdzie... to jego słowa. ja w to nie wierze. po końcu roku to mogę być już całkiem gdzie indziej myślami.  a serce mogę oddać komu innemu... i chyba coś zaczyna dziać się w tym kierunku.
uśmiecham się na widok zielonych samochodów.
" [...]
Jeśli kochasz kwiat, który znajduje się na jednej z gwiazd, jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo. Wszystkie gwiazdy są ukwiecone...
- Oczywiście...
- To samo z wodą. Ta, której dałeś mi się napić, była jak muzyka. Z powodu bloku i liny... Przypominasz sobie... była tak dobra...
- Oczywiście.
- Nocą będziesz oglądać gwiazdy. Moja jest zbyt mała, abym mógł pokazać ci, gdzie jest. To lepiej. Moja gwiazda będzie dla ciebie jedną spośród wielu gwiazd... Dlatego przyjemnie ci będzie patrzeć na gwiazdy. Każda z nich będzie twoim przyjacielem. Chcę ci zrobić prezent.
Zaśmiał się znowu.
- Mały przyjacielu! Mały przyjacielu, twój śmiech sprawia mi tyle radości!
- To właśnie będzie mój prezent... W zamian za wodę...
- Nie rozumiem...
- Gwiazdy dla ludzi mają różne znaczenie. Dla tych, którzy podróżują, są drogowskazami. Dla innych są tylko małymi światełkami. Dla uczonych są zagadnieniami. Dla mego Bankiera są złotem. Lecz wszystkie te gwiazdy milczą. Ty będziesz miał takie gwiazdy, jakich nie ma nikt.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Gdy popatrzysz nocą w niebo, wszystkie gwiazdy będą się śmiały do ciebie, ponieważ ja będę mieszkał i śmiał się na jednej z nich. Twoje gwiazdy będą się śmiały.
I zaśmiał się znowu.
- A gdy się pocieszysz (zawsze się w końcu pocieszamy), będziesz zadowolony z tego, że mnie znałeś. Będziesz zawsze mym przyjacielem. Będziesz miał ochotę śmiać się ze mną. Będziesz od czasu do czasu otwierał okno - ot, tak sobie, dla przyjemności. Twoich przyjaciół zdziwi to, że śmiejesz się, patrząc na gwiazdy. Wtedy im powiesz: "Gwiazdy zawsze pobudzają mnie do śmiechu". Pomyślą, że zwariowałeś. Zrobiłem ci brzydki figiel.
[...]"

Antoine de Saint Exupéry  "Mały Książę "

to tłumaczy dlaczego uśmiecham się na widok zielonych samochodów. ten, który coraz bardziej zaczyna mnie interesować, ten, który sprawia, ze serce bije mi szybciej, ma zielony samochód. tyle wiem. nie znam marki, modelu, odcienia zieleni. ale samochód jest zielony, wiec wszystkie zielone samochody wzbudzają uśmiech na mojej twarzy, bo być może za kierownica któregoś z nich siedzi on i uśmiecha się do mnie, tak jak tylko on potrafi...  
a tak na marginesie: ja zawsze wiedziałam, że "Mały Książę" to bardzo mądra książka. i wiem też, ze jest to książka mogąca wskazywać drogę. tą jedyną właściwą drogę wśród tak wielu innych.

luźne przemyślenia na temat NAS...

{ 09:54, 14 maj 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
coś się psuje... ja czuję, że coś jest nie tak jak być powinno. czuję się totalnie olewana momentami. gdy jednak mu o tym mówię robi oczy spaniela i mówi, ze przykro mu, że tak to odczuwam. cholera, ja już nie wiem co mam myśleć, co ze sobą zrobić. trzeba się była za młodszego brać? ale kiedy mi z nim tak fajnie! tak miło i cudnie... czy to nie ma znaczenia? przecież to o to chyba chodzi,prawda? to taki jest w tym wszystkim cel, nie? żeby było dobrze... a jak nie jest? nie chcę tak szybko kończyć tego, co tak pięknie sie zapowiadało. czegoś co w jakiś dziwny sposób dawało mi siłę.
chcę być szczęśliwa... to naprawdę tak dużo?


pogubiłam się sama...

{ 10:37, 11 maj 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
mieliśmy taki niewielki kryzys. ot, taki... kryzysik... ;) na szczęście już zażegnany.
dwa ostatnie dni miałam raj turystyczny. nałaziłam się, ze szok! komary mnie pogryzły, pochorowałam się nieco, ale ogółem nie jest źle. moja drużyna zajęła pierwsze miejsce...
trudno jest mi stwierdzić, co dzieje się wokół mnie tak naprawdę. mam wątpliwości odnośnie wielu spraw, prawdomówności i intencji paru osób... ale tak było zawsze, teraz jednak jest jeszcze gorzej. czuję się tak, jakbym sama siebie pytała czy zieleń jest zielona. paranoja.
nie dostrzegam w otaczającym mnie świecie żadnych prawidłowości, ciągi przyczynowo-skutkowe wyglądają dziwnie, karykaturalnie.
marzę już tylko o jednym - zasnąć, zaszyć się we własnym łóżku z dobrą książką, zapomnieć o otaczającym mnie świecie...


Krótka historia małej miłości... ;)

{ 17:47, 3 maj 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }

Jest tak pięknie… Wszystko się układa. Powiedziałam wczoraj „kocham” i wierzę, że mówiłam prawdę. Jutro miną trzy tygodnie, od czasu gdy zaczęliśmy się spotykać, wczoraj tydzień od pierwszego pocałunku. I On powiedział, że kocha. Stwierdził nawet, że dla mnie to mógłby nawet z mostu skakać. Jest taki… Mój. I nie oddam Go nikomu. Wyższy ode mnie (to akurat nie trudne), szczupły, ale całkiem fajnie zbudowany. Przystojny – ma taka delikatną urodę, jasne krótkie włosy, jasne oczy, regularne rysy. Miły głos, cudowne usta, wspaniały dotyk. Jest jednym z niewielu, który potrafi tak delikatnie dotykać, ledwie pobudzając nerwy. Aż gęsiej skórki dostaję. Uwielbiam się do niego przytulać, wkładać mu ręce pod koszulkę, bo ja mam często zimne dłonie, a On ma zawsze ciepłe plecki.

Jest wariatem. I to takim jakich mało. Marudzę: „nogi mnie bolą, kostkę rozwaliłam” i po chwili leżę w trawie, a on obok. „Żeby odpocząć chwilę”… Nie nudzę się z nim. Ale to uczucie jest dziwne. Znałam go wcześniej, trochę się kumplowaliśmy, wbiłam mu kiedyś paznokcie w dłoń. Ale dopiero trzy tygodnie temu zauważyłam Go. I zdążyłam pokochać. Chłopka młodszego o dwa lata. Ale dla niego to nie problem, więc i dla mnie przestaje to być problemem. Jeszcze nie tak dawno doszłam do wniosku, że dwa tygodnie, które się z nim spotykałam, to długo. A teraz? Teraz nie chce by to kończyło się kiedykolwiek. Chcę, żeby zawsze był. Bo to mi wystarczy. Świadomość, że jest. Że jest dla mnie. A ja dla Niego.

Już od tak dawna nie czułam czegoś takiego. Takiej ochoty na życie. Bo wszystko wydaje mi się inne: barwy są bardziej nasycone, ptaki śpiewają przyjemniej, kwiaty pachną upojniej. A On całuje, tak że kolana mi się uginają.

„Wolisz blondynki?” „Nie wolę ani blondynek, ani brunetek. Chce tylko ciebie.”

Lubi jak mam rozpuszczone włosy. A ja uwielbiam jego uśmiech. Jest taki opiekuńczy... „Masz zimne policzki i nosek, nie jest ci zimno?” Lubi dzieci, uwielbia swoją małą siostrzenice, która już teraz woła na mnie „ciocia”. Ma plany na przyszłość, jest odpowiedzialny… No, przynajmniej częściowo. Lubię jego kuzynkę, mamę Wiki. Jego kumple chyba nie mają nic przeciwko.

Mój brat patrzy na mnie z pobłażaniem, wszak to jego rówieśnik. Mama też nie do końca podziela mój entuzjazm. Moja Mi otwarcie stroi miny. To może i jest trochę dziwne, bo jest taki głupi schemat, że to chłopak powinien być starszy.

U nas ja jestem starsza. Ale to nic, bo dopóki jest dobrze, to nie mam zamiaru się tym przejmować. I mam zamiar korzystać z tego szczęścia , tak długo jak tylko się da.


to moja kolorowanka!

{ 14:07, 29 kwiecień 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
Co jest do cholery złego w tym, ze on jest ode mnie młodszy o dwa lata? Czy nie ważniejsze jest to, ze czuję się z nim szczęśliwa, że jest mi przy nim dobrze? Dlaczego poniektórzy patrzą na mnie dziwnie, inni udzielają „dobrych” rad, myśląc, że wszystko wiedzą, że znają lepiej i mnie i jego. Guzik! W końcu się nie nudzę, w końcu cos się dzieje, świat się kręci, ja się śmieję, czuję się akceptowana, wiem, ze niczego nie muszę, a mogę wszystko. I to jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze. I nie dam tego zniszczyć. Bo to jest moje własne życie i moje decyzje.

no!

{ 12:55, 26 kwiecień 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
już po OTWP. byłam w okolicach połowy. no trudno... moze w przyszłym roku pójdzie mi lepiej. ale za to w życiu osobistym układa mi się naprawde dobrze. wszystko wokół mnie nabiera sensu i jasnych barw. piękna pogoda nastraja mnie optymistycznie i pozwala z nadzieją patrzyć w przyszłość. a nadzieja jest ta siłą napędową, która pcha mnie do przodu. trudno jest mi narzie okreslić co dokładnie się układa, bo po prostu wszystko trafia na swoje miejsce. ukąłdanka nabiera kształtu i już niedługo centrum tych przestrzennych puzzli będzie kompletne. wtedy zacznę dobudowywac boki...

o znoju mojego nastoletniego życia... ;)

{ 14:55, 20 kwiecień 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
Trudno jest mi opisać co się aktualnie dzieje. mam urwanie głowy, nie wyrabiam sie czasowo. w sobote miałam jakiś śmieszny występ na targach edukacyjnych, we wtorek bedę prowadziłą warsztaty dla dzieci, do tego dochodzi szkoła i zajęcia w straży, bo wojewódzki OTWP już w tą sobotę. nie wiem jak dam sobie radę, boje się tego konkursu. ale szczerze móiac chciałabym przejść. nawet nie dla samego przejścia, ale dla majora i chłopaków ze straży. chciałabym dalej móc chodzić na straż, a jak nie przejdę, to lipa - powrót do zwykłego planu dnia. w dodatku poloniska zaczyna sie ciskac, ze nie mam czasu na próby, a mam najwięcej tekstów. ja sie o to nie prosiłam. chciałam dwa krótkie teksty, a nie niewiadomo ile. ech...

o jojku jojku!

{ 16:31, 17 kwiecień 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
No! nadmienić by sie przydało, ze pomiędzy panem nr 2 i panem nr 3 był jeszcze pan nr 2 i 2/3. ;) pan starszy ode mnie, miły przystojny i ogólnie cud, mód i orzeszki. wczoraj się z nim widziałam najpierw, ze tak powiem "służbowo", później spotkaliśmy się towarzysko. ja, on i dwóch innych znajomych. zanim do nich doszłam byli bardzo podatni na wiatry wiejące z boków. on moze trochę mniej. chwilę pogadaliśmy, ponabijałam się z nich (trzeba to było widzieć...) i odprowadził mnie do domu. i mnie pocałował. i równie szybko jak mi sie odwidziało jakiś czas temu, to wczoraj mi sie znowu zakręciło. cały dzień dzisiaj z głową w chmurach latałam. zobaczymy, moze coś z tego wyjdzie... a jak nie? to bede dalej szukać szczęścia... bo kto szuka, ten znajdzie. pff, czy ktos moze mi powiedzieć, co mi się z blogiem porobiło, ze nie mogę zmieniać czcionek i kolorów??

hmm... ale się porobiło.

{ 14:50, 15 kwiecień 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }
tak, to najlepszy komentarz do zaistniałej sytuacji. bo sytuacja pogmatwana i poplątana jak sznurówki mojej siostry. w zasadzie to jest fajnie... ale jak zasada to i kwas, wszak równowaga musi być. to i środowisko kwaśne znajdzie się bez problemu. no bo jak to jest, ze taka stara krowa (jak ja na przykład) umawia się z młodszymi od siebie.
powiem wam jak to jest:  w pełni normalnie. ale żeby to raz? nieee... ja jestem już recydywistką! o tyle wam powiem! jeszcze trochę a zacznę rwać kumpli mojej siostry (o matko!). ale po kolei.
najpierw, jeszcze w czasie wakacji była pan nr 1. bardzo miły i fajny. ciacho jakich mało, a że dwa lata młodszy? szczegół niewarty uwagi. całkiem niedawno był pan nr 2. młodszy nie tak bardzo, ale jednak o rok. pan nr 2 nie zauważył jednak co się święci i miał we mnie wspaniałą przyjaciółkę. do czasu. bo pan nr 2 zdał sobie nagle sprawę, że chciałby czegoś więcej... ale było już za późno... o jakieś 3 tygodnie co najmniej. ja wiem że jestem zmienna uczuciowo, ale dostawał sygnały, ze coś jest na rzeczy. sam jest sobie winien. a no i dochodzimy do wydarzeń niedawnych. a mianowicie do pana nr 3. znów dwa lata mniej.
i pewnie ktoś mógłby się zastanawiać "a co to są dwa lata". oj, w pewnym wieku to jeszcze całkiem sporo, szczególnie w tę stronę.
ale wróćmy do pana nr 3. zaczęło się przez przypadek. pojechałam z kumplem na przejażdżkę jego skuterem (rozwijającym prędkość do 60 km/h przy silnym wietrze od tyłu).  w pewnym oddaleniu od miasteczka (a właściwie w małej wiosce) spotkaliśmy znajomych. kolega się zatrzymał, chwilę pogadaliśmy i od słowa do słowa wyszło, że pojedzie on z innycm kumplem do sklepu, do miasta. a ja zostałam w wioseczce z panem nr 3. dojazd do miasta, zakupy i powrót zajęły ok 25 min (yhh... tyle to ja bym rowerem potrzebowała), więc trochę pogadaliśmy i gdy panowie wrócili już ze sprawunkami palnęłam "wiesz... ale simson chyba głosniej chodzi. ja chyba wrócę na piechotę, bo jeszcze coś odpadnie po drodze...?" i wróciłam na piechotę. w towarzystwie pana nr 3. 
i szczerze mówiąc muszę powiedzieć, ze była to naprawdę dobra decyzja. a jak się całość rozwinie? to się jeszcze zobaczy. ;)


...

{ 18:52, 9 kwiecień 2009 } { 0 komentarz(e) } { Link }

i znowu to samo. znów stało sie tak, jak wtedy. jak głupia doszukuję się analogii i dostrzegam je wyraźnie. znowu widzę schemat, tak głupi jak to tylko mozliwe. widzę powtórzone cudze błędy i jestem wściekła. wsciekła na samą siebie, na Nich, na cały świat i ironie losu. i na to kim jestem. doszłam do pewnego bolesnego wniosku. tego, który już raz znałam, ale widac chciałam go głupi zakwestionowac. znowu dowiedziałam sie, ze pojęcie przyjaźni damsko-męskiej nie istnieje. przynajmniej w odniesieniu do mnie. nie dla mnie taka przyjaźń...

postanowił walczyć, nie zdając sobie chyba sprawy, ze w ten własnie sposób działa na swoja niekorzyść. bo ja bym chciała, zeby moje decyzje szanowano. nie czuję tego, co chciałby zebym czuła i tyle, a znam już siebie na tyle, zeby wiedzieć, ze nie poczuję...



{ 10:55, 8 marzec 2009 } { 3 komentarz(e) } { Link }
chciałabym na nowo poczuć się szczęśliwa, nic nie popsuć, zachować ciągłość własnego istnienia. nie chcę nikogo ranić, ale sama wciąż jestem raniona. może nie w pełni świadomie i specjalnie, ale to i tak boli. wczoraj zabolało... kiedy ja, ta która większą część swojego życia kłamałam, postanowiłam już nic nie ukrywać, to dowiaduję się, ze on mi nie ufa. pomimo, ze nie dałam mu żadnego powodu, by mógł mnie o cokolwiek podejrzewać. ale INNI mu coś powiedzieli. INNI wiecznie mu coś mówią. a on chyba bardziej skłonny jest wierzyć IM niż mi.
wiem, sama jestem sobie winna. nie trzeba było kłamać tak często, tak wielu ludziom. ale ja już nie kłamię. ja w końcu mówię całą prawdę, nie pomijając niczego, niczego nie zatajając. ale widać INNYM w pamięci pozostałam taka jaką byłam i trudno im zmienić poglądy na mój temat. kłamałam kiedyś, będę kłamać już zawsze?
i bądź tu człowieku szczery.


{ Poprzednia strona } { Strona 1 z 11 } { Następna strona }

O mnie

Strona główna
Mój profil
Archiwum
Przyjaciele
Mój album zdjęć

«  Styczeń 2012  »
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 

Linki

JA..........
moje i mojej maminki prace...
nk
kolczyki...

Kategorie

teksty...
to co boli... tylko moje wpisy...
to co piszę...

Ostatnie wpisy

...
Bez tytułu
.
chwila wytchnienia...
A ja wciąż czekam...
Bez tytułu
Piosenka drewnianych lalek.
Pan Prezydent... buhahaha... ;)
aktoreczka od siedmiu boleści... ;)
Bez tytułu

Przyjaciele

Forum, Protetyka